CZEGOŚ ZABRAKŁO...
Kolejny rok, kolejne święta pamiątki śmierci i zmartwychwstania naszego Pana i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa. Po raz pierwszy od wielu lat poczułem przemożną potrzebę, by tę pamiątkę potraktować ze szczególną, z należną jej, czcią.
W zasadzie co roku mam ten sam dylemat: jak powinny być świętowane te dni przez ewangelicznych chrześcijan?
A skąd bierze się ten dylemat? Jak wiecie, to kościół rzymsko-katolicki wprowadził przed wiekami święta pamiątki zarówno narodzenia jak i śmierci i zmartwychwstania Pańskiego. To ich kalendarz kościelny ustala daty tych świąt. To ten kościół narzuca niejako formy obchodzenia tych świąt.
Więc co? Mamy ich nie obchodzić, bo nie jesteśmy katolikami? Absolutnie nie! Bo przecież chcemy pamiętać o ważnych momentach misji naszego Zbawiciela! Ważnych momentach naszej wiary...
Oczywiście znam takich dziwaków, którzy ignorują wszelkie święta tzw. kościelne, bo chcą być tacy "biblijni", że zrywają ze wszelkimi tradycjąmi... Ale dlaczego miałbym chcieć być postrzeganym za dziwaka, z tak błahych powodów jak daty pewnych ważnych pamiątek?
A dochodzi jeszcze aspekt możliwości głoszenia Ewangelii. Mogę się mylić, ale czas świąt wydaje się być najlepszym czasem na ewangelizację – docieranie z Ewangelią tam, gdzie przez resztę roku drzwi dla Ewangelii są zamknięte. (Dla mnie takim miejscem jest Hospicjum Onkologiczne, czy wcześniej Ośrodek Terapii Uzależnień IPiN.)
A jeżeli obchodzić, to jak?
Wiemy, że wiele zwyczajów związanych z tymi świętami nawiązuje do pogańskich tradycji naszego kraju. Palemki, jajeczka, pisanki, itp. Do tych tradycji z pewnością nie powinniśmy nawiązywać. Ale przecież np. choinka wpisała się już na dobre w zwyczaje końcówki roku i to niezależnie od wyznawanej wiary. Stała się ponadwyznaniowym elementem dekoracji naszych domów i sklepów.
Czy więc mamy walczyć z choinką. Myślę, że nie o to chodzi. A dekoracje wielkanocne w żółtych barwach? Też się przyjęły w naszej kulturze...
O co więc chodzi? Myślę, że chodzi o nasze umysły i o nasze serca. O pamięć, o wspominanie (komunijne wezwanie Jezusa). O post. O rozważanie. O czas skupienia i refleksji...
Z przykrością stwierdzam, że tych elementów brakuje w naszym ewangelicznym chrześcijaństwie. Podczas gdy z niesmakiem patrzymy na różnego rodzaju katolickie procesje, posty i umartwiania, sami częstokroć zapominamy o prawdziwym znaczeniu tych świąt.
Przyznaję, że postu brakuje też w moim życiu. I nie chodzi tylko o wstrzymanie się od pokarmów, ale o wyciszenie myśli, o odpoczynek od codziennego zgiełku – w telefonach, w sklepie, w telewizji, w Internecie...
Dziś próbowałem nawiązać ten internetowy kontakt z innymi chrześcijanami. Szukałem jakieś inspiracji w ewentualnych wpisach na blogach przyjaciół – pastorów, kaznodziejów. Z nielicznymi wyjątkami – niewiele tu znalazłem.
Zamiast tego znalazłem wiele postów na Facebooku o tym, kto ile mięsa kupił (zdjęcie), kto jakie ciasto upiekł (zdjęcie), na jaki spacer, czy wycieczkę się wybrał (dużo zdjęć!)... I wychodzi na to, że - tak jak ja – zapomnieliśmy o czym i po co są te święta...
No tak tak, wiem: wybieramy się, albo nawet już byliśmy w kościele. Obejrzeliśmy jakiś film w temacie świąt, wysłuchaliśmy kazania, lub monologu, albo nawet przedstawienia o śmierci Jezusa... Ale mi chodzi o coś jeszcze innego.
Potrzebujemy czasu refleksji, zatrzymania się, przemyślenia znaczenia tamtej śmierci, tamtego zmartwychwstania. I szczerego, przemyślanego, zrozumiane bo podziękowania Mu za ten wspaniały dar zbawienia. Za Jego pokorną i posłuszną śmierć. Za cierpienie. Za katusze poczucia osamotnienia... Za druzgoczącą świadomość odrzucenia...
Wdzięczność. To słowo chyba najlepiej opisuje rodzaj relacji, jaka powinna cechować nasze podejście do tych świąt. Pomódlmy się: Jezu, dziękuję Ci za to, że umarłeś za mnie, za moje grzechy, na krzyżu!
Witaj na moim blogu!
Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniem, gdzie mnie teraz można posłuchać. Otóż, obawiam się, że przez jakiś czas tylko w nagraniach archiwalnych. Powiem tak: na jakiś czas wypadłem z anteny. Na żywo "występuję" głównie przed swoją żoną. (Dodam, że nie zawsze moje wystąpienia spotykają się z jej aplauzem.) Tak więc nie za bardzo jest mnie gdzie posłuchać. A poczytać? Czasem coś ukaże się w prasie ewangelicznej, ale najpewniej będzie można mnie "zoczyć" właśnie tu - na moim blogu. Postaram się spotykać z wami na jego łamach regularnie. :-)
A więc zapraszam do lektury.
UWAGA: znowu jestem w obiegu. Od trzech lat "służę Słowem" w ARCE na warszawskiej Pradze. Obsługuję tu jako pastor/kaznodzieja nabożeństwa niedzi-elne i czwartkowe. Ponadto prowadzę spotkania Męskie Rozmowy we wtorki i Spotkania Młodzieżowe w soboty. Nawiasem: na mojej głowie jest też cała działalność charytatywna fundacji ARKA oraz dbanie o jej finanse i wszelkie działania podtrzymujące jej działalność, w tym naprawy i sprawy urzędowe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz