PEWIEN MŁODY MĘŻCZYZNA
„A
pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele.
Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od
nich.” Mk 14:51-52
To dziwny fragment jak na kazanie wygłaszane w wielkanocną
niedzielę, nieprawdaż? Jednakże te dwa wersy są zarówno dziwne jak i
fascynujące!
Na pierwszy rzut oka wydają się nijak nie przystawać do reszty
dokumentu. Wydają się odstawać od całości opowiadania i burzyć jego logiczną
całość. Pozornie nie wnoszą niczego
nowego i tak naprawdę bez szkody dla narracji można by je pominąć.
I rzeczywiście Mateusz i Łukasz, którzy opierają swoje
świadectwa (czytaj: ewangelie) o ewangelię Marka pomijają ten fragment markowej
narracji. Dlaczego więc dla Marka wydaje się to ważne, by te dwa wersy znalazły
się w jego wersji opisu wydarzeń o życiu i dziele Jezusa? Musi być jakiś powód.
Musi istnieć jakieś wytłumaczenie…
Ale po kolei: Ostatnia wieczerza, Modlitwa w Getsemane, Teraz
następują tragiczne wydarzenia: Pojmanie Jezusa (pocałunek Judasza, krótka
potyczka i ucieczka uczniów w mrokach sadu oliwnego).
I w tym miejscu pojawia się wzmianka o pewnym młodzieńcu.
Kim on był? Półnagi w środku nocy. Dlaczego idzie za Jezusem? Czy jest tylko
gapiem, czy może psychicznie chorym człowiekiem, czy jak często opisuje
ewangelia, opętanym, półnagim nieszczęśnikiem mieszkającym w grobach? Jeśli
tak, to czemu idzie za Jezusem? Może potrzebuje Jego dotknięcia, uzdrowienia,
ulitowania się. A jeśli tak, to jest już za późno.
Niektórzy komentatorzy domyślają się, ze może to jeden z
uczniów Pana Jezusa: Jakub lub Jan? Ale przecież werset wyżej czytamy, że wszyscy
uczniowie Go opuścili! A wiec chyba to żaden z nich… A więc może to jeden z
wyznawców Jezusa. To ważne: uczniowie Go porzucili a on za nim idzie… Musi to
być ktoś zdeterminowany, przywiązany do Mistrza, kochający go bardziej niż
swoje życie…
To dość niecodzienna i kłopotliwa sytuacja: Oto jakiś
naśladowca Jezusa kroczy za Nim niekompletnie ubrany. (Lniane płótno na gołe
ciało.) A później jeszcze z konieczności ucieka nago! Może to ktoś, kto mieszka
w pobliżu i usłyszawszy zgiełk zbudził się wyszedł narzuciwszy na siebie co
miał pod ręką (w tamtym klimacie spanie nago mogło być normą).
Dlaczego jednak Marek interesuje się tym epizodem i
umieszcza jego opis w swojej ewangelii:
1.
Może chciał, cytując to wydarzenie, podkreślić
samotność Jezusa w świetle doświadczenia opusz-czenia przez przyjaciół i
najbliższych „współpracowników” znalazł się ktoś, kto Go nie opuścił.
2.
A może chciał uzmysłowić czytelnikowi grozę sytuacji
– oprawcy próbują pochwycić młodzieńca.
3.
Może chciał tym usprawiedliwić postępek uczniów –
pokazując że oprawcy próbują pochwycić każdego, kto najwyraźniej był naśladowcą
Jezusa
Najwyraźniej ten incydent, nieważny dla pozostałych
ewangelistów, był ważny dla Marka. Dlaczego?
Żeby odnaleźć odpowiedź na to pytanie musimy zadać sobie
pytanie, kim jest Marek ewangelista. Nie należał do ścisłej „dwunastki”
najbliższych współpracowników Jezusa – pomimo, że żył „w Jego czasach”. Nazywał
się Jan Marek. To w domu jego matki zbierał się pierwszy zbór
judeochrześcijański – wiemy to z Dziejów Apostolskich (12:12). Jeżeli tak, to więcej
niż prawdopodobne jest, że to właśnie w tym domu Jezus spożywał ostatnią
wieczerzę paschalną ze swoimi uczniami. W domu Marka! Być może Marek był tam
razem z uczniami podczas wieczerzy. Z pewności był zafascynowany postacią i
nauką Jezusa.
Jednak Marek był za młody, by „chodzić razem z Jezusem i uczniami”.
W tamtym czasie był jeszcze chłopcem albo co najwyżej bardzo młodym mężczyzną…
Czy już zaczyna nam coś świtać? TAK, to Marek najprawdopodobniej był tym młodym
mężczyzną, który podążał za Jezusem, gdy Jego uczniowie „parszywa dwunastka” rozpierzchli
się i poukrywali w przysłowiowych „mysich dziurach”.
Marek, podobnie jak Jan w swojej ewangelii pisze o sobie w
trzeciej osobie. Skromność nie pozwala mu się inaczej podpisać, czyniąc
wzmiankę, że i on tam wtedy był… A więc pisze „Jakiś młody mężczyzna”, tak jak
Jan pisząc o sobie nazywa się „uczniem, którego miłował Jezus”. Widać tak było
wtedy przyjęte…
Jak więc Marek się tam znalazł – a znalazł się w nie lada
niebezpieczeństwie, bo rozwścieczona zgraja, która porwała się na (osobistą
wolność) Jezusa, szukała też i tych którzy „chodzili z Jezusem”. Nie wiemy jak się
tam znalazł. Możemy się tylko domyślać.
Możliwe jest, że Judasz, który wyszedł jeszcze podczas
wieczerzy, wrócił do domu matki Marka, myśląc, że zastanie tam jeszcze
biesiadników, ale oni odeszli modlić się do gaju oliwnego zwanego Gestesamne (Tłocznia
Oliwy). Więc Judasz tam skierował swoje kroki.
Bardzo możliwe, że Marek próbował ich wyprzedzić by ostrzec
Jezusa. To dlatego zdążył tylko narzucić na siebie lnianą szatę (tu nazwaną
prześcieradłem, aczkolwiek raczej nie używano wtedy prześcieradeł, w takim
sensie jak to jest dziś.
Niestety nie zdążył ostrzec Jezusa. Kroczył więc za Nim
zrozpaczony (gdyż zapewne był doń bardzo przywiązany). A więc, w takim wypadku,
widzimy, że jego dziwny ubiór, a później i jego brak dają się logicznie
wytłumaczyć. Może nawet jego niekompletny ubiór uratował mu życie, bo dzięki
temu, mógł się wyrwać z ręki oprawców, zrzucając z siebie prześcieradło.
Trochę
to może wstydliwe dla Marka, pisać o nocnym maratonie na golasa, za to
najwyraźniej było to wydarzenie prawdziwe i dramatyczne, i Marek postanowił o
nim wspomnieć… Pisząc o sobie w trzeciej osobie Marek między wierszami daje nam
do zrozumienia, że on też tam, jako chłopiec, był obecny.
Ale jak to wydarzenie łączy się z tematem świąt Wielkanocy?
Jest w tym epizodzie coś, co z pozoru błahe, po uważnym przyjrzeniu
się zaczyna fascynować… Fascynujące staje się przeciwstawienie sytuacji Jezusa
z sytuacją tego „uciekającego” młodzieńca…
Otóż stary testament często posługuje się tzw. typologią. I
tak np. wymaganie, żeby Abraham złożył w ofierze jednorodzonego syna Izaaka to
nic innego jak typologia wskazująca na to , co Bóg uczyni później – ofiaruje swojego
Syna na ofiarę za grzech całego świata.
Trzy inne postacie Starego Testamentu, które były typem i
zapowiedzią Osoby i dzieła Chrystusa to prorok Jonasz, Mojżesz i Melchizedek.
A więc przenieśmy się
na chwilę do Starego Testamentu. W Księdze Leviticus (Kapłańska, IIIM) czytamy że
kapłan ma wziąć ze sobą do świątyni dwa kozły.
16,7-10 Potem
weźmie owe dwa kozły i postawi je przed Panem u wejścia do Namiotu
Zgromadzenia. Następnie Aaron rzuci losy o te dwa kozły: jeden los dla Pana, a
drugi los dla Azazela. Potem przyprowadzi
Aaron tego kozła, na którego padł los dla Pana, i złoży go na ofiarę za grzech,
kozła zaś, na którego padł los dla Azazela, postawi żywego przed Panem, by nim
dokonać przebłagania, a potem wypędzić go do Azazela na pustynię.
15a: Następnie zarżnie kozła na ofiarę za grzech ludu i wniesie jego krew poza zasłonę
[…]
22c-22 [Następnie] przyprowadzi
kozła żywego. I położy Aaron obie swoje ręce na głowie kozła żywego, i […] wypędzi go przez wyznaczonego męża na
pustynię.
A więc w historii z uciekającym młodzieńcem zawarta jest
pewna symbolika (pewne znaczenie przenośne), która podkreśla rolę Jezusa, jako „kozła
ofiarnego”. Nagi młodzieniec uchodzi cało i zdrowo – krew Jezusa zostaje wlana
za wielu. Jeden kozioł zostaje puszczony wolno, Następnie [kapłan] zarżnie
kozła na ofiarę za grzech ludu i wniesie jego krew poza zasłonę […]
Pan Jezus, spożywając z uczniami ostatnią wieczerzę:
Mt 26,26 A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i
pobłogosławił, łamał i dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało
moje. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego
wszyscy; albowiem to jest krew moja
nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.
Hebr 9,11-15 Lecz Chrystus,
który się zjawił jako arcykapłan dóbr przyszłych, wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia. Bo jeśli krew kozłów i wołów przywracają
cielesną czystość, o ileż bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha
wiecznego ofiarował samego siebie bez
skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczyn-ków, abyśmy mogli
służyć Bogu żywemu. I dlatego jest On
pośrednikiem nowego przymierza, ażeby gdy poniesiona została śmierć dla
odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są
powołani, otrzymali obiecane dziedzictwo wieczne.
To dość trudny tekst. Ale jego
sens jest prosty. Autor listu do Hebrajczyków wyjaśnia znaczenie przelania krwi
Jezusa dla naszego zbawienia. Pisze, że o ile krew cielców i kozłów spełniała
zadanie w Starym Przymierzu, to o ileż bardziej krew Syna Bożego , który
ofiarował siebie bez skazy na ofiarę złożoną Bogu, jest wystarczająca, by
oczyścić nas od grzechu. I dlatego Jezus stał się pośrednikiem Nowego
Przymierza.
Rozumiesz? Aron wchodził za
zasłonę świątyni z krwią kozła, którego wcześniej zarżnął! Jezus, umierając na
krzyżu, tym samym wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z
własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia.
Dlatego kiedy umierał na krzyżu
(za mnie i za ciebie) powiedział: wykonało
się, a centurion słysząc to wydał świadectwo, iż zaiste ten jest Synem
Bożym.
Epizod z uciekającym młodzieńcem
był zapowiedzią tego, jaką śmiercią Jezus umrze. Stał się kozłem ofiarnym. Jezus
stał się ofiarą przebłagalną przed Bogiem, ofiarą złożoną za nasze grzechy. Stał
się naszym odkupieniem. Tym samym wymazał obciążający nas „list dłużny”. (List dłużny
to jak weksel, który mówi, że zanim nie spłacimy długu, jesteśmy dłużnikami i o
ile go nie spłacimy, czeka nas sąd i więzienie.] Jezus wziął na siebie nasz
grzechy, wykupił nasz dług, zapłacił za niego własną krwią...
Jezus stał się kozłem ofiarnym –
i o tym przypomina nam scena z uciekającym nagim młodzieńcem – być może samym
Markiem ewangelistą – kiedy jeszcze był chłopcem.
Podziękujmy Jezusowi za Jego
krew, która się za nas wylała…