Witaj na moim blogu!

Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniem, gdzie mnie teraz można posłuchać. Otóż, obawiam się, że przez jakiś czas tylko w nagraniach archiwalnych. Powiem tak: na jakiś czas wypadłem z anteny. Na żywo "występuję" głównie przed swoją żoną. (Dodam, że nie zawsze moje wystąpienia spotykają się z jej aplauzem.) Tak więc nie za bardzo jest mnie gdzie posłuchać. A poczytać? Czasem coś ukaże się w prasie ewangelicznej, ale najpewniej będzie można mnie "zoczyć" właśnie tu - na moim blogu. Postaram się spotykać z wami na jego łamach regularnie. :-)
A więc zapraszam do lektury.

UWAGA: znowu jestem w obiegu. Od trzech lat "służę Słowem" w ARCE na warszawskiej Pradze. Obsługuję tu jako pastor/kaznodzieja nabożeństwa niedzi-elne i czwartkowe. Ponadto prowadzę spotkania Męskie Rozmowy we wtorki i Spotkania Młodzieżowe w soboty. Nawiasem: na mojej głowie jest też cała działalność charytatywna fundacji ARKA oraz dbanie o jej finanse i wszelkie działania podtrzymujące jej działalność, w tym naprawy i sprawy urzędowe.

czwartek, 29 marca 2012

Tytułem wstępu.

Właśnie dziś przejrzałem swój stary blog w którym zamieściłem cykl sześciu czy siedmiu artykułów na temat ciemnych dolin w naszym (ogólnie: wszystkich) życiu. Cykl ten oparłem o kluczowy wers Psalmu 23 (nota bene: często czytanego na pogrzebach!): "Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną..." Kiedy pisałem tamte refleksje (kolejne 6 wzmiankowanych w Bożym Słowie dolin symbolizowało 6 różnych aspektów przechodzenia przez trudne okresy w życiu) byłem wtedy po świeżo przebytym udarze, Udar ten obszedł się ze mną łagodnie - poza nieznacznym niedowładem lewej strony wszystko wróciło do normy. Wspomnę jeszcze, że cykl ten stanowił podstawę moich porannych rozważań na wczasach rodzinnych, które w 2011 wspólnie z Walą zorganizowaliśmy dla rodzin ze wspólnoty protestanckiej, w której wówczas pracowaliśmy.

Dziś, kiedy ponownie czytałem niektóre z tych refleksji, zobaczyłem je w trochę innym świetle. A to z uwagi na to, że nasze dzisiejsze doświadczenia mają inny charakter - nasze obecne próby mają do czynienia już nie z utratą zdrowia, ale z utratą pracy. I to nie tylko jako źródła utrzymania ale też, albo może przede wszystkim,  wyraźnego i spójnego celu w życiu. I choć zarówno jedna jak i druga strata spadły na nas niespodziewanie, to ta druga bardziej boli i jest trudniejsza "do oswojenia". Bo w grę wchodzi również zawód z powodu braku integralności drugiego człowieka, pytanie o Bożą zgodę na pewne niepokojące praktyki, i krzyk "o pomstę do Nieba".

Oczywiscie czas próby, to czas odżałowania straty, to pogodzenie z zaistniałą sytuacją, to szukanie odpowiedzi na życiowe pytania. To czas refleksji, zadumy i smutku. ale również czas pewnych odkryć, spojrzenia na życie w inny niż dotychczas sposób. Bo na przykład taka refleksja przeczytana dziś w cyklu o "Dolinach": Człowiek znajdujący się u szczytu swoich osiągnięć, kiedy wszystko się układa, podnosi głowę wysoko w górę i rzadko spogląda w dół - tam skąd przyszedł, skąd się wywodzi. Zapomina o tym że kiedyś musiał znosić niesprawiedliwe decyzje innych (często nawet ich kaprysy). Teraz to on jest górą!

Przez dwadzieścia lat mojej służby, to tak na prawdę ja "byłem górą". To z moimi decyzjami inni musieli się liczyć, a czasem pogodzić... Teraz dotknęło to mnie. Teraz to ja jestem w dolinie a ktoś jest "górą". Dziś - z tą wiedzą, jaką mam - podejmowałbym zupełnie inne decyzje. Wiedząc, jak niedojrzałe jest "szafowanie ludzkim losem" tylko po to, by moje ambicje miały się dobrze. Żeby postawić na swoim! Teraz wiem, jak to boli, kiedy nie ma woli kompromisu - kiedy nie można liczyć na zrozumienie, wysłuchanie, na dyskusję, czy rozmowę. Kiedy "szef" spotyka się z tobą tylko po to, by zakomunikować ci swoją "nieodwołalną" decyzję.

Tak że, w pewnym sensie znalezienie się "ciemnej dolinie" jest pozytywne - a powiem nawet: uszlachetnia. Byleby tylko nie było to jak z mandatem za przekroczenie prędkości. Taki mandat na początku boli, sprawia że pamiętamy o zdejmowaniu nogi z pedału "gazu".  Ale wkrótce "apiat" robimy to samo - rozpędzamy się "ile się da" na prostych odcinkach drogi. I tyle po dobrej nauce... Mam nadzieje, że tak nie będzie!