Księga Nehemiasza:
8,1 Zgromadził się tedy cały lud co do jednego na placu, który był przed Bramą Wodną, i uproszono Ezdrasza, pisarza, ażeby przyniósł księgę Zakonu Mojżeszowego, który Pan nadał Izraelowi.
8,1 Zgromadził się tedy cały lud co do jednego na placu, który był przed Bramą Wodną, i uproszono Ezdrasza, pisarza, ażeby przyniósł księgę Zakonu Mojżeszowego, który Pan nadał Izraelowi.
8,2 Przyniósł więc
Ezdrasz, kapłan, Zakon na zgromadzenie, złożone z mężczyzn i kobiet,
wszystkich, którzy mogli słuchać ze zrozumieniem, a było to pierwszego dnia
siódmego miesiąca.
8,3 I czytał z niego na
placu, który był przed Bramą Wodną, od samego świtu aż do południa wobec
mężczyzn i kobiet, tych, którzy mogli rozumieć, a uwaga całego ludu była
skupiona na treści Zakonu.
8,4 A Ezdrasz, pisarz,
stał na drewnianym podwyższeniu, sporządzonym w tym celu, obok niego zaś stali
z prawej strony Mattitiasz, Szema, Anajasz, Uriasz, Chilkiasz i Maasejasz, z
lewej strony natomiast Pedajasz, Miszael, Malkiasz, Chaszum, Chaszbaddana,
Zachariasz i Meszullam.
8,5 Ezdrasz więc otworzył
księgę na oczach całego ludu, stał bowiem wyżej niż cały lud, a gdy ją
otworzył, cały lud powstał.
8,6 Ezdrasz pobłogosławił
Pana, wielkiego Boga, a cały lud, podniósłszy swoje ręce odpowiedział: Amen,
amen! Następnie skłonili swoje głowy i oddali Panu pokłon z twarzami zwróconymi
ku ziemi.
8,7 A Jeszua, Bani,
Szerebiasz, Jamin, Akkub, Szabbetai, Hodiasz, Maasejasz, Kelita, Azariasz,
Jozabad, Chanan, Pelajasz, Lewici wyjaśniali Zakon ludowi, który stał w
miejscu,
8,8 i czytali z księgi
Zakonu ustęp za ustępem, od razu je wyjaśniając, tak że zrozumiano to, co było
czytane.
8,9 Wtedy Nehemiasz, który
był namiestnikiem, oraz Ezdrasz, kapłan i pisarz, i Lewici, którzy objaśniali
lud, rzekli do całego ludu: Dzień dzisiejszy jest poświęcony Panu, waszemu Bogu
Wczoraj wieczorem, po obfitym późnym obiedzie, kiedy
opychając się orzeszkami słuchaliśmy przebojów z Sylwestra ’74 Wala zadała mi
to sakramentalne pytanie „Czy masz słowo na 1. niedzielę nowego roku?”
Spokojnie pokręciłem głową, że nie. Jakoś tak nie składało się siadać teraz o 8
wieczorem i brać się za kazanie…
To był czas gdzie uwaga wszystkich skierowana
była na witanie nowego roku – moja też. Więc założyliśmy śmieszne okulary (i
inne świecące akcesoria) i oddaliśmy się błogiemu lenistwu… Dotrwaliśmy tak do
północy, skacząc po kanałach z Sylwestrem w Katowicach, w Krakowie, w Zakopanem,
no i oczywiście z naszym pod Pajacem Kultury.
I poszliśmy spać.
Dziś rano, około 5 – 5.30 obudziłem się i nie mogłem już
usnąć. Ale nie było mi źle – po prostu czułem się już wyspany. Kiedy tak chwile
jeszcze leżałem z zamkniętymi oczami, nagle zrozumiałem, że to Pan budzi mnie,
bym wstał do kazania! Wstałem więc, wypiłem poranną kawę, złożyłem kilka życzeń
noworocznych na FB i usiadłem do Słowa… I Pan dał też Słowo.
A jakie to słowo? No właśnie! Jakie to może być Słowo na
początek roku? Słowo na początek czegoś nowego. Nowego początku… Jest takie
Słowo, które niezmiennie kojarzy mi się z nowym początkiem w życiu
chrześcijanina?
Czy pamiętacie jak Nehemiasz zaczął odbudowywać Jerozolimę,
stolicę Izraela – po czasie niewoli, po wygnaniu i rozproszeniu narodu? Od czego
zaczęli odbudowywać mury Jerozolimy? (PAUZA)
Tak, od wzmocnienia murów. Wzmocnienie murów to bardzo ważne
zadanie. Najpierw trzeba wzmocnić mury, by można było odtworzyć strukturę
miasta wewnątrz murów. Najpierw trzeba zadbać o bezpieczeństwo…
Ale to był też dziwny czas. Bo lud Boży, lud księgi – Tory –
nie miał księgi!!!
Wyobrażacie to sobie: nikt nie czytał bożego listu do
swojego stworzenia. Nikt nie znał jej treści. A przecież to tam była pełna
informacja o ich Bogu, któremu, jak napisano „będą służyć”. Tam opisano Jego
charakter, Jego motywację do stworzenia świata, człowieka. Tam wreszcie
zapisane zostało Boże prawo, którego mieli strzec (czytaj: przestrzegać w swoim
życiu). Ale jak? Skoro go nie znali…
Czy wyobrażacie sobie chrześcijanina, który nie zna treści
Pisma Świętego? To tak, jak kupić sobie jakiś sprzęt (komputer, telefon) i
nigdy nie nauczyć się go obsługiwać. Nie zadać sobie trudu przeczytania
instrukcji. Taki sprzęt byłby bezużyteczny!
Taki chrześcijanin, którzy nie zna Słowa Bożego, też jest
dla Boga bezużyteczny! I powiem coś jeszcze. Biblia to nie jest zaledwie jakaś
tam instrukcja obsługi. Bo jak by to było, gdybyśmy mieli z Bogiem tylko taką
relacje, ze nauczylibyśmy się Go „obsługiwać”. Bo, na przykład,
przeczytalibyśmy w instrukcji, że kiedy czegoś potrzebujemy, to mamy się o to
pomodlić. Albo, że Bóg chce byśmy Mu oddawali chwałę (jeśli nie przez cały czas
– bo mamy inne ważne sprawy na głowie), to choć w niedzielę. A więc
modlilibyśmy się każdego dnia, bo tak jest w instrukcji. A w niedzielę
chodzilibyśmy do kościoła, czy do wspólnoty takiej jak ta, żeby się poczuć
lepiej – bo oddajemy Bogu to, co Mu się od nas należy. Ot takie „niedzielne
chrześcijaństwo”…
Ale może powiesz, że to nie tylko to. Bo Biblia też mówi nam
jak mamy żyć, co mamy robić a czego mamy nie robić. I my poza wypełnianiem tych
innych rzeczy, o których mówiłem, staramy się też „żyć po bożemu”. Acha,
staramy się… Ale czy tak żyjemy? No nie. Przecież jesteśmy niedoskonali, słabi…
No to czegoś tu jeszcze brakuje. Powiem Wam czego:
żywej relacji z Bogiem! Bo Bóg księgi nie mieszka w księdze. Ale On mówi do nas
przez księgę! Tak, o biblii mówimy ze jest Słowem Bożym. Bo Bóg przemawia do
nas przez te księgę. Jak? Odpowiada na nasze pytania. Daje odpowiedzi. Za każdym
razem stosownie do sytuacji w jakiej się aktualnie znajdujemy.
Tak, Słowo Boże jest żywe. Bóg jest żywy. I daje nam swojego
Ducha, byśmy i my byli ożywieni. Ożywieni w Nim. Ożywieni przez Jego Słowo…
Dlaczego mówię o tym wszystkim. Dlaczego mówię o tym u progu
nowego roku. Bo pragnę, byśmy wszyscy – tak jak tu siedzimy – zaczęli ten nowy
rok ze Słowem Bożym. I to nie tylko pierwszego dnia tego roku. Nie tylko przez
jeden dzień, jeden tydzień, przez jeden miesiąc! Styczeń.
Pragnę, byśmy – wszyscy, tak jak tu siedzimy – rozkochali
się w Słowie Bożym – byśmy je studiowali, tzn. czytali co-dziennie, rozważali
je dniem i nocą. („Błogosławiony mąż, który Zakon Boży rozważą dniem i nocą!” –
mówi Psalm 1)
Bo w Słowie Bożym jest moc, która jest wstanie zmienić nasze
życie. Jeśli będziesz je czytał codziennie – choć przez kwadrans – każdego
dnia! To zobaczysz, jak zmieni to twoje życie! Doświadczysz niesamowitej
przemiany! Jeśli piłeś i nie miałeś siły, by do picia nie wracać, to
przestaniesz. Jeśli rzucałeś palenie setki razy i ciągle ci się nie udawało, to
przestaniesz. Jeśli ciągle jesteś niezadowolony, wszyscy ci się nie podobają,
lubisz myśleć o sobie dobrze a o innych źle, to i od tego Bóg też ma moc cię
uwolnić. (I mógłbym tak wymieniać w nieskończoność.)
Ale jaką zasadę chcę Wam drodzy przekazać u progu tego roku
2017? Że chrześcijaństwo to nie jeszcze jedna słaba, bo nie mająca mocy cię
zmienić, religia. Bo chrześcijaństwo to nie jakaś tam jeszcze jedna religia.
Chrześcijaństwo, to żywa relacja z żywym Bogiem! Relacja, która może wywrócić
twoje życie do góry nogami!
Ale żeby ją mieć, musisz czytać Słowo Boże. Musisz! Bo innej
drogi nie ma. Niedzielne chrześcijaństwo nie działa. Nazywanie siebie
chrześcijaninem, bo jestem zapisany w jakiejś księdze kościelnej – też nie
działa! Chrześcijaństwo życzeniowe (staram się być lepszy) – też nie działa.
Zdanie się na uczucia – że nie muszę o Bogu czytać – ja go czuję, to też nie
działa! (Bo raz Go czujesz a innym razem jesteś w dołku, bo Go nie czujesz – i
jak ktoś niedawno powiedział: mało go obchodzi o czym są te święta.)
Jeśli chcesz być nazwany dzieckiem Bożym,
jeśli chcesz mieć żywą relację z Nim, jeżeli chcesz doświadczać zwycięstwa nad
grzechem w swoim życiu, to zacznij ten rok ze Słowem Bożym. Czytaj je
codziennie (choć przez kwadrans!). Módl się, by Bóg otwierał twoje duchowe oczy
i by pokazywał ci w swoim Słowie, to co chce byś w nim zobaczył. Módl się:
„Otwórz me oczy, abym przejrzał!”
Proś Go, by mówił do Ciebie przez Swoje Słowo. Byś mógł mieć
z Nim bardzo osobistą relację. By twoje chrześcijaństwo nie pozostało zaledwie
religia na niedzielę, ale żeby stało się integralną częścią twojego życia. A
wtedy Bóg dokona transformacji nie tylko twojego życia, ale tez transformacji
twojej rodziny i twojego kościoła.
Tak, bo kościół nie będzie silniejszy od sumy siły jego każdego, poszczególnego członka. Więc jeśli zadajesz sobie pytanie, dlaczego mój kościół jest taki słaby, to wiedz, że jedna z przyczyn jest to, że ty jesteś słaby. Ale
kiedy odzyskasz siły, jeśli z twoich ust popłynie modlitwa chwały na
nabożeństwie, jeśli będziesz miał co niedziela do opowiedzenia, co Bóg robi w
twoim życiu, jeśli będzie rozpierała cię energia do działania, do proponowania
nowych działań w kościele, to ten kościół przestanie być słaby.
To kwestia czasu, kiedy zobaczysz nowe twarze, nowe osoby, młodzież w tym
miejscu – na nabożeństwie.
Tak, to wszystko zależy w dużej mierze zależy od Ciebie. Bo
ludzie, którzy szukają dla siebie miejsca i odwiedzają nasz kościół w równej
mierze przyglądają się kazaniu, porządkowi nabożeństwa, stronie muzycznej – jak
i tobie. Nam wszystkim tworzącym ten kościół. Czy jesteśmy gościnni, akceptujący,
zainteresowani nimi oraz czy jesteśmy „żywymi” chrześcijanami” – czy z naszych
ust płynie żywa modlitwa (i czy w ogóle słychać cię w nabożeństwie – czy może
jesteś biernym, konsumpcyjnym chrześcijaninem), czy masz świadectwo codziennego
chodzenia z Bogiem. Oczywiście, możesz powiedzieć, że nie podobają ci się
niektóre modlitwy, czy niektóre świadectwa. Ale ja ci na to odpowiem: a jakie jest twoje świadectwo, twoja
modlitwa. Nie podoba ci się coś, to zaproponuj coś od siebie.
Ale żeby to wypłynęło z wnętrza twojego serca, to musisz
zacząć czytać Jego słowo – a on zacznie Cię zmieniać…
I powiem Ci coś z własnego doświadczenia: to działa!