Witaj na moim blogu!

Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniem, gdzie mnie teraz można posłuchać. Otóż, obawiam się, że przez jakiś czas tylko w nagraniach archiwalnych. Powiem tak: na jakiś czas wypadłem z anteny. Na żywo "występuję" głównie przed swoją żoną. (Dodam, że nie zawsze moje wystąpienia spotykają się z jej aplauzem.) Tak więc nie za bardzo jest mnie gdzie posłuchać. A poczytać? Czasem coś ukaże się w prasie ewangelicznej, ale najpewniej będzie można mnie "zoczyć" właśnie tu - na moim blogu. Postaram się spotykać z wami na jego łamach regularnie. :-)
A więc zapraszam do lektury.

UWAGA: znowu jestem w obiegu. Od trzech lat "służę Słowem" w ARCE na warszawskiej Pradze. Obsługuję tu jako pastor/kaznodzieja nabożeństwa niedzi-elne i czwartkowe. Ponadto prowadzę spotkania Męskie Rozmowy we wtorki i Spotkania Młodzieżowe w soboty. Nawiasem: na mojej głowie jest też cała działalność charytatywna fundacji ARKA oraz dbanie o jej finanse i wszelkie działania podtrzymujące jej działalność, w tym naprawy i sprawy urzędowe.

sobota, 2 stycznia 2016

CYKL: PYTANIA DO PANA BOGA - 2 stycznia 2016

Dziś i od kilku dni pochylałem się nad tematem Bożej chwały – czym ona jest i jaka powinna być nasza na nią reakcja (lub, jak wolisz, odpowiedź).

Byłem właśnie pochłonięty lekturą nowo wydanej książki Czesia Basary pt. „Chwała na wysokościach Bogu…”, kiedy „zaplumkał” mój tablet i w Messengerze odczytałem szokującą wiadomość: nasi znajomi, rodzina zaangażowana w niesienie innym poselstwa miłości – cała trójka – nie żyje!!! Prowadząc dalej konwersację z niemniej niż ja zszokowaną znajomą, dowiedziałem się dalszych szczegółów tego smutnego wydarzenia. Cała sprawa wyglądała na zabójstwo, gdzie zabójcą był mąż a ofiarami żona i córeczka (było to młode małżeństwo) oraz samobójstwo zabójcy, który następnie skończył ze sobą…

Ten spokojny sobotni poranek został teraz zdominowany przez tę elektryzującą wiadomość. Gorączkowe poszukiwania w Internecie dalszych szczegółów: kim byli, czy coś wcześniej wskazywało, że może dojść do tej tragedii? Dlaczego nikt nic nie zrobił? Czy w ogóle ktoś wiedział o ich problemach? Setki pytań kłębiły się w głowach: mojej, mojej żony Wali i dwójki naszych znajomych, którzy postanowili podzielić się z nami swoimi dylematami via Internet a później też telefon…

Jeszcze bardziej zszokowało nas pytanie na jednym z portali: czy to ten sam Łukasz, który wcześniej chciał poderżnąć gardła matce i siostrze? Mam nadzieję, że nie. Chociaż jeśli to ten sam, to widać, że miał poważne problemy psychiczne… Jak to?! I nikt nic nie zauważył? A może zauważył, tylko nie chciał się wtrącać…

Nasza znajoma zauważyła, ze przecież nasze społeczności (ta rodzina należała do kościoła baptystów) są tak małe, że nic się w nich nie jest w stanie ukryć. Nie zgodziłem się z tym stwierdzeniem: znam przypadki gdy latami ktoś „świetnie” się  krył ze swoimi złymi skłonnościami, nałogami, oszustwami. Poza tym jest też coś takiego jak wstyd. Być może żona wolała nikomu nie mówić, że jej mąż czasami wpada w furie… (Jeśli, oczywiście, tak było.) Druga sprawa to anonimowość – uszanowanie autonomii rodziny. Nie wtrącamy się, to nie nasza sprawa, jakoś sobie poradzą…

Ale jest jeszcze inny aspekt – i on mnie najbardziej niepokoi. Podam przykład.
Otóż całkiem niedawno (właściwie tego samego poranku) otrzymałem inną niepokojącą wiadomość: dzwoniła żona człowieka który jest „nawróconym alkoholikiem”… No właśnie: co to znaczy? To znaczy mniej/więcej to, że człowiek ten nadużywał alkoholu, ale od chwili gdy się nawrócił – walczy z tym nałogiem (z większym lub mniejszym powodzeniem). I właśnie teraz jest ten czas niepowodzenia. Bardzo mi się zrobił żal tej dziewczyny, która, wychodząc za mąż za człowieka z taką przeszłością, ufała, że Bóg go zmienił, a jeżeli jeszcze nie do końca (bo przecież nikt z nas nie jest do końca przez Boga zmieniony), to zapewne pomału go zmieni i wszystko będzie dobrze…

Tak zapewne myślała też żona Łukasza. Myślała, bo teraz już nie myśli, nie oddycha, nie żyje.
I co? I gdzie jest Bóg w tym wszystkim? – ciśnie się na usta pytanie…
Boże gdzie jesteś? Czy rzeczywiście masz moc zmienić człowieka? Jego charakter? Jago nawyki?

A może to my, ludzie, popełniamy błąd? Zaniedbując siebie nawzajem? Zaniedbując siebie samych, swój rozwój emocjonalny, psychiczny, duchowy… Wiem o tym, bo ja też noszę w sobie złe nawyki, i walczę z nimi. Ale proszę też innych o pomoc. Jak trzeba zwracam się do fachowców…

Przecież tej rodzinie można było pomóc! Oni mogli poprosić o pomoc – on, albo ona… Dlaczego tego nie zrobili? Dlaczego nikt nie wiedział? A jak wiedział, to dlaczego nic nie zrobił?! A może ktoś, jakiś duszpasterz pomodlił się z nimi i od czasu do czasu zapytał, czy wszystko dobrze… Ale to widać było za mało…

Jakiś czas temu, moi sąsiedzi poprosili mnie żebym porozmawiał z młodym, około 40-letnim sąsiadem, który ewidentnie nie radził sobie ze sobą: pił, tracił pracę, rozładowywał na najbliższych swoje złe emocje… Spotkałem się z nim, szczerze porozmawialiśmy. Podziękował, powiedział że mu pomogło i poprosił, czy jeszcze kiedyś zachcę się z nim spotkać. Potwierdziłem, że chętnie. I na tym się skończyło… Dosłownie, bo za kilka miesięcy później gruchnęła wiadomość że Darek odebrał sobie życie. Podobno często mówił że to zrobi – ale nikt mu nie wierzył… Byłem na jego pogrzebie, i patrząc na jego zastygłe w objęciach śmierci ciało nie mogłem wyzbyć się myśli, że czegoś tu nie dopełniłem…

Kiedyś Kaziu Barczuk miał wygłosić kazanie na pogrzebie kogoś kto odebrał sobie życie. Jako podstawę kazania obrał werset: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby brat mój!” – to skarga Marty i Marii sióstr zmarłego Łazarza, którego potem Jezus wskrzesił. No cóż, powiemy, tamto wskrzeszenie było wyjątkowe. To był szczególny przypadek.

A co z Łukaszem, co z jego żoną i córeczką? Co z Darkiem, co z innymi, którzy odeszli w tak bezsensowny sposób? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz